KLUB MIŁOŚNIKÓW GÓR - ZĄBKOWICKI UNIWERSYTET TRZECIEGO WIEKU

   
   
   
   



 
 

Głazy Krasnoludków

22 maja o godz. 8:15 z przystanku Rynek Pierzeja wyruszamy tam, gdzie kończą się Góry Stołowe a mianowicie Zawory. W programie: wieża widokowa w Mieroszowie, Czartowskie Skały i Głazy Krasnoludków a na koniec Cerkiew. Trasa bardzo łatwa, ok. 5km. Zapisy prowadzi Włodek K. tel. 784 826 701. Koszt wycieczki 50 zł. - proszę wpłacać na konto Klubu Miłośników Gór: 17 9533 0004 2001 0014 2625 0002 z dopiskiem Głazy Krasnoludków. Decyduje kolejność zgłoszeń. Do zobaczenia na szlaku, Włodek i Włodek.
Kalenica - przystanek na drodze do lata

Po wielu, wielu tygodniach rozłąki, członkowie Klubu Miłośników Gór znowu w komplecie wyruszyli na podbój gór. Tym razem naszym celem jest Kalenica w Górach Sowich. Jest to trzeci co do wielkości szczyt w Górach Sowich, po Wielkiej i Małej Sowie. Wznosi się na wysokość 964m npm. Zbocza Kalenicy porasta skarłowaciały las bukowy – rezerwat „bukowa Kalenica”. Zanim jednak wyruszymy na szlak, jedziemy do Owiesna, aby zwiedzić ruiny zamku. Warownia powstała na przełomie XIV i XV wieku, zbudowana była na planie koła z wewnętrznym dziedzińcem, otoczona murem obronnym, fosą oraz kolejną linią murów obronnych zewnętrznych. Zamek przetrwał liczne najazdy i wojny, niestety nie przetrwał fali najazdów szabrowników w latach 50-60 ubiegłego wieku, którzy doprowadzili go do ruiny. Za zamkiem roztacza się piękny las, który kiedyś pełnił rolę parku. Obecnie zamek kupiła fundacja „Zamek Chudów”. Miejmy nadzieję, że uda jej się uchronić go przez całkowitym zrujnowaniem. Z Owiesna jedziemy do Leśnego Dworku w Bielawie, pięknej willi w stylu tyrolskim, skąd szlak poprowadzi nas do naszego dzisiejszego celu. Mamy jednak jeszcze jedno bardzo ważne zadanie do wykonania – stęsknieni za ciepłem i prawdziwą wiosną – topimy marzannę przygotowaną przez Mieczysławę z nadzieją na wielki przewrót w pogodzie. Kwiecista panna w słupach ognia tonie w nurtach bystrego potoku, a my z majową pieśnią na ustach idziemy zdobywać szczyty. Ciemnym Jarem dochodzimy do Przełęczy Trzech Buków, skręcamy na żółty szlak, który bukowym lasem prowadzi nas do Zimnej Polany. Nazwa polany jest adekwatna do warunków atmosferycznych, zimny wiatr hula po polanie, pomimo świecącego słońca nie czujemy się tam komfortowo. Pomimo maja rękawiczki i czapki idą w ruch. Jeszcze tylko kilka metrów wspinaczki po korzeniach, sesji fotograficznej na malowniczo położonych Dzikich Skałkach, zdobyciu szczytu Słonecznej i jesteśmy na Kalenicy. Na szczycie króluje licząca 20 metrów wysokości stalowa wieża widokowa, z której można podziwiać piękną panoramę Bielawy, Jugowa, Gór Sowich, Stołowych, Bardzkich, Bystrzyckich, Złotych, Orlickich a także Masywu Śnieżnika i Karkonoszy. Wieża na podobieństwo wież wiertniczych wzniesiona została w 1933r. dla uczczenia 50-lecia Towarzystwa Sowiogórskiego. Trochę głodni i zmarznięcie schodzimy z Kalenicy. Tym razem to nasze nosy wytyczają szlak w kierunku Bielawskiej Polany, gdzie biwakuje już przy ognisku część naszej grupy. Uczta była przepyszna, śmiechom i śpiewom nie było końca. Ognisko powoli dogasa, pakujemy więc nasze plecaki i wracamy do autokaru. Dzielimy się na dwie grupy. Pierwsza schodzi zielonym szlakiem obok Końskiej Kopy i dalej Ciemnym Jarem do Leśnego Dworku. Druga – po krótkim podejściu pod Popielak schodzi czarnym szlakiem przez Wigancicką Polanę. Bez strat ilościowych spotykamy się przy autokarze. Wracamy do Ząbkowic, ale już planujemy trasę następnego wypadu. Do zobaczenia na szlaku. Sylwia ST.
Zosia Susz - życiorys

Zosia wychowała się w Miaciowakrzu na Opolszczyźnie. Jej oboje rodzice byli nauczycielami, dziadek był dyrektorem wiejskiej szkoły, matematykiem i zagorzałym patriotą, wyznawcą Piłsudskiego. Mama uczyła języka polskiego i sama była córką nauczycielki. Zosia była pierwszym dzieckiem z czwórki rodzeństwa, siłą rzeczy objęła więc dowodzenie. To ona była Jankiem w czołgu z Czterech Pancernych i prowodyrką najdzikszych zabaw. Pamiętam jeszcze spotkania rodzinne przy ognisku, kiedy dziadek intonował wszystkie ułańskie i wojskowe pieśni. Skończyła liceum i poszła na studia do Opola, gdzie spotkała swoich najbliższych przyjaciół na wiele lat. Po studiach, jako świeżo upieczona nauczycielka historii dostała przydział do pracy w Ząbkowicach Śląskich w Zespole Szkół Zawodowych razem z mieszkaniem w bursie nauczycielskiej. Tutaj trafili wszyscy razem, paczką znajomych z Opola. To były szalone, wesołe czasy, mimo szarości za oknem. Znajomości w nowym mieście zaowocowały przyjaźnią z niejakim Leszkiem, który chodził, chodził aż wychodził. Tak zaczęła się historia mojej rodziny. Zosia była świetną mamą, wymyślała kreatywne zabawy i gotowała pyszności. Razem z tatą pielęgnowała magiczny ogród na pamiętnej działce. Mimo ciężkich czasów i skromnych dochodów rodzice często zabierali nas na wycieczki w góry, do lasu, nad wodę. Pokazywali tyle świata, ile mogli. Mama zaczęła organizować nauczycielskie wycieczki za granicę, bo była zawsze ciekawa tego, co za horyzontem i odważna na tyle by podjąć się trudów organizacyjnych. Znała rosyjski i francuski, na angielskim łamała sobie język, ale to nigdy nie przeszkadzało jej w komunikacji. Dorastałyśmy w otwartym domu, pełnym cioć i wujków, z fantazją świętujących każde imieniny. Latem zwykle jeździliśmy na obozy, gdzie mama pasjami mogła chodzić po lesie i zbierać swoje ukochane grzyby. Stąd znała wszystkie harcerskie piosenki i zabawy. Potem „ciociowała” wielu młodym harcerzom, którzy regularnie wpadali na lepienie pierogów. Drzwi były zawsze otwarte dla naszych przyjaciół, nawet jeśli nie znała języka, w którym rozmawiali. Zresztą uwielbiała i umiała przyjmować gości, dla każdego zawsze na stole zjawiało się coś dobrego, na szybko rozmnożonego w kuchni. Kiedy została wdową bardzo się o nią martwiłyśmy, tym bardziej, że stało się to w momencie, kiedy obie z siostrą wyjeżdżałyśmy na studia. Ale okazało się, że emerytura i grono przyjaciół sprawiły, że powoli odnalazła swoje pasje i energię do życia. Nigdy nie zapomnę momentu, kiedy dowiedziała się, że zostanie babcią. Po kilkusekundowym szoku pobiegła w podskokach po szampana. Jej wsparcie i troska były dla mnie nieocenioną pomocą na początku a ona sama zupełnie zwariowała na punkcie wnuczki. Uwielbiała swoje wnuki z wzajemnością. Była fantastyczną babcią, taką, która wymyślała najlepsze zabawy i godzinami bawiła się np. w przedszkole lub szkołę. Dzięki temu wnuki były zawczasu doskonale przeszkolone. Miała z nimi specjalną sztamę, spędzali razem wakacje, nigdy nie nudząc się swoim towarzystwem. Co roku razem odśpiewywali rock and rolla no dzień Babci. Kiedy włączyła się w organizację Uniwersytetu Trzeciego Wieku, z osłupieniem słuchałyśmy jak wypełniony i różnorodny był jej grafik. Rozkwitła, kiedy pojawiły się górskie wyprawy, nareszcie była w swoim żywiole. Korona Gór Polski prawie zdobyta, kilka alpejskich dolin zaliczone. Ciągle planowała nowe wyjazdy i przygody, tak często jak mogła, odwiedzała Kraków, Gdańsk i Szwajcarię. Na pewno nie obserwowała życia z kanapy, chyba że były to jej ukochane rozgrywki w siatkówkę. Byłyśmy z niej bardzo dumne. Czasem zastanawiałam się skąd bierze tyle energii. Potrafiła zjednywać sobie ludzi, miała wspaniałe przyjaciółki od kart i wycieczek. Urządzała najpyszniejsze święta i zawsze szukała okazji do śmiechu. Bywała zapasową mamą, babcią i ciocią dla wszystkich, którzy tego potrzebowali. Zaczęła malować pod okiem profesora, potem cieszyła się jak dziecko z nowych sztalug, farb i płócien. Potrafiła się cieszyć z prezentów i zawsze starała się wszystkich obdarować. Czasem jej upór doprowadzał nas do szału, ale szanowaliśmy jej wolność tak jak ona szanowała nasze wybory. Odkąd została seniorką rodu starała się być w kontakcie ze wszystkimi członkami rodziny, zawsze pamiętała o ważnych datach i dbała o życzenia. Pasjami czytała książki a jej erudycja i pamięć do szczegółów historycznych była imponująca. Zawsze miała swoje zdanie, nie znosiła fałszu i krętactwa, wspierała prawa kobiet i prawa człowieka, wiedziała, co jest w życiu najważniejsze. Miała wyraźny kompas moralny, który nie pozwalał nikogo zostawić bez pomocy. Wspierała nas bezwarunkowo, telefon do niej i świadomość, że jest, zawsze ratowały. Teraz już jej nie będzie. Trudno to sobie wyobrazić. Była ważna dla wielu ludzi, z wiekiem coraz piękniej okazywała miłość i akceptację. Rozczulała swoją troską. Pandemia popsuła wiele jej planów, ale mimo wszystko w ostatnim roku stanęła na Rysach i Łysicy. Spędziła dużo dobrego czasu z rodziną. W ostatnich chwilach w szpitalu, jak zwykle myślała o innych, prosząc nas o jakąś zrzutkę, bo mimo dobrej opieki, widziała, że wielu rzeczy brakuje. Wszyscy mieliśmy nadzieję, że pokona covid, walczyła dzielnie ale nie starczyło jej sił. Wierzę, że czekali już na nią rodzice, mąż, przyjaciele. I wszyscy, jak ja mówią, dobra robota, Zosiu!


2758 Copyright © JKsoft 2018 - 2020 U:   H:   Zaloguj